Dostał mi się do naprawy laptop Toshiba Satellite A205-S4797. Objaw: przy starcie Vista wywala BSOD z "memory parity error"
Wszystkie sugestie w guglu sugerują problem z pamięcią RAM, jednakże memtest niczego nie wykazał, mało tego, pożyczenie pamięci z innego lapka również nie pomogło.
Wykluczyłem dysk twardy, wykluczyłem akumulator - ciągle to samo. Próbowałem zainstalować XP, Vistę, potem Win7 - wszystko jak krew w piach. Próbowałem instalować na innym kompie i robić przekładkę - ten sam BSOD.
Próbowałem zaktualizować BIOS, na lapku jest wersja 1.7, na stronie Toshiby dostępna jest wersja 5.2, ściągnałem ISO, wypaliłem, uruchomiłem pełen nadziei... zonk! flasher stwiedził, że BIOS jest niekompatybilny z tą maszyną. Innej wersji BIOSu nie było na stronie, więc w tym temacie tyle.
Co ciekawe, testując tego laptopa zaobserwowałem, że Linux (a dokładnie Parted Magic) odpalany z płytki zachowuje się stabilnie i może pracować nawet cały dzień bez zająknięcia... Myślę sobie: może to problem z kontrolerem dysku? Zapuściłem najpierw dd if=/dev/sda of=/dev/null potem w drugą stronę (z /dev/urandom do /dev/sda) i nic. Cicho i stabilnie. Żadnych problemów. To podsunęło mi myśl "a może by tam wrzucić linuksa? przecież lepiej mieć laptopa z linuksem niż wcale". Przecież podobno Ubuntu jest teraz takie fajne ;-) Ściągnąłem najnowsze ISO i próbuję to instalować. Idzie ładnie, kolorowo ... i nagle się wywalił. Próbuję drugi raz - to samo. No dobra... spróbuję zainstalować go na innym kompie i przełożyć dysk. Pod ręką był akurat Sony Vaio... zły wybór, ciągłe zwiechy i jakieś segfaulty. Forget it. Ostatecznie włożyłem dysk do swojej maszyny i instalacja poszła bez problemu.
Włożyłem dysk do lapka, i wiecie co? To Ubuntu działa! Działa w tej porypanej Toshibie! Mało tego, po włożeniu dysku, cały sprzęt zadziałał od razu. Działa wifi, karta dźwiękowa, touchpad, czytnik kart, kamera. Po prostu jakby ten system był stworzony do tego laptopa :-) Jestem zachwycony postępem jaki się dokonał na przestrzeni ostatnich kilku lat pod tym względem :-) Nawet hibernacja i suspend-to-ram działa ;-)
Ciekawe, dlaczego Toshiba przestała lubić Windowsy? Czyżby klasyczny problem z pękającymi lutami? Czy może po prostu jakieś przepięcie ją przetrąciło?
Wnioski? Są dwa - pierwszy jest taki, że Linux jak zwykle daje radę i na niestabilnym sprzęcie działa stabilniej niż Windows. Miałem kiedyś taką płytę główną marki Soltek - windows się wieszał, a na Linuksie przepracowała bez problemów następne 3 lata jako domowy routerek.
Wniosek drugi: Ubuntu jest zajebiste! O ile do tej pory unikałem (dla świętego spokoju swego) polecania Linuksa na desktopie, tak teraz uważam, że jeśli nie używa się kompa do grania w tysiąc gier i LibreOffice nie powoduje załamania, to spokojnie można sobie zainstalować Ubuntu na kompie i nie martwić się legalnością oprogramowania i wirusami/trojanami czającymi się na stronkach z "naturą".



